Dzisiaj Mistrzostwa Świata w Enduro. Czekałem na te wydarzenie już jakiś czas i szczerze mówiąc, nie zawiodłem się. Sport jest to fantastyczny, czasami faktycznie trochę strach gdy stoisz z aparatem i motor mija cię o 10cm, ale satysfakcja ze zdjęć ogromna. Dostaliśmy dwa podstawione Samuraje, którymi poprzez zboża i lasy dotarliśmy na trasę enduro, gdzie z kolei ustrzeliłem foto, które najbardziej mi się podoba.

Potem Samurajami znów na testy, potem po Adama i Piotra, z nimi dalej na inne testy, na których wpadło to:

I wieeele innych. Zrozumiałem, dlaczego dach jest z plandeki w tych samochodach! Otóż, moi drodzy, aby nie rozwalić sobie głowy na wybojach :D Bilans był tego wszystkiego taki, że byłem zmachany jak pies, miałem piasek dosłownie wszędzie, ręce brudne po łokcie. Dobrze, że aparat zabezpieczyłem folią bo pewnie czyściłbym go do tej pory. Do zapamiętania też budzenie klaksonem ekipy ratunkowej w karetce.
Wspomnianą satysfakcję ze zdjęć zniszczyli trochę panowie z press roomu, którzy na wygaszacz ekranu w swoich MacBookach ustawili sobie pokaz slajdów doskonałych zdjęć z enduro. Rozumiem już dlaczego tych fotografujących rajdy stać na Marki, 300/2.8 i tym podobne wynalazki.
Humor’s back :)
Ten wpis ma 5 komentarze/y
a no fajne fotki.
szaro i buro dzis na enduro
łoł, niezłe :D
dawali czadu:D samuraj żondzi:D
Pierwsze foto extra, zapraszam do mnie:)