Ostatnio z braku czegokolwiek innego do robienia słucham praktycznie nieustannie Jamesa Blunta. Życiowe teksty, angielski akcent, więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Może to kwestia tego, że u mnie też tak ponuro (english summer rain), może też tego, że dziwnym zbiegiem okoliczności jego muzyka brzmiała sobie gdzieś w tle większości najlepszych momentów mojego życia.
A kto kojarzy go wyłącznie z „You’re beautiful” ten trÄ…ba.
Dodaj komentarz