Niedziela. Sielsko i anielsko, poprawiny osiemnastki, rodzina w domu. Spokojny nastrój przerywa krzyk brata:

„Urząd Miasta się pali!”

„Skąd wiesz?”

„Marcin dzwonił!”

Wszyscy do okna, fakt.

Ciocia:

„Kamil zbieraj się, jedziemy, bierz aparat!”

17 sekund później siedzieliśmy w aucie.

Po 5 minutach dopchaliśmy się pod Hypernową (pozdrowienia Carrefour ;)), skąd dalej biegiem.

Oto co zastaliśmy na miejscu:


Chaos, bieganina, gapie, ludzie z wyciągniętymi w górę rekoma (w których albo aparat albo komórka).

I w tym wszystkim spotkałem zalatanego Wojtka. Nie obeszło się bez „ja ciebie ty mnie” :D

(„Łe, ty za blisko stoisz!”)

Później postanowiliśmy wrócić do domu, poczyścić karty, spakować kamerę, wziąć tatę i wrócić.

Tym razem zastaliśmy to.

Staliśmy pod sklepami gdy wujek Roman (pozdrowienia, dzięki Tobie to wszystko!) powiedział, że zrobimy rundkę lasami za Urzędem.

Chwila zawahania.

„OK!”

I się zaczęło, sprint między strażakami, policją, gapiami, od wszystkich stron, nieustanny bieg, przerwy na parę fot, dalej bieg. Potem pomysł, żeby pójść na dach. Sprawdzaliśmy w sprincie każdą klatkę, szarpaliśmy, w końcu – udało się! Otworzyłem, wujek dobiegł.

„Zapraszam wujek na piwo do środka!”

I weszliśmy, zamykając drzwi (wyłączność na foty to to co lubię ;)).

Bieg na samą górę klatki do najwyższego okna.

Otwieram, opieram się, cisza, światło zgaszone, serce tłucze się w piersi.

Zdjęcie, spokój, serce bum, bum.

Zdjęcie, spokój, serce bum, bum.

Nagle.

„Co wy tu robicie!?”

Ja focę dalej, wujek:

„TBU, Dziennik Bałtycki!”

Pani speszona…

„A to róbcie dalej, tylko zamknijcie okno potem”

Robię wobec tego dalej.

Hałas.

Odwracam się, wujek trzyma drabinę. Wskakuję, focę dalej, bum bum!

„Co wy?!”

„Spoko, odwiesimy to!”

Schodzę z drabiny zamykamy okno, odwieszamy drabinę.

„Wujek, tam niżej są dachy sklepów, trzymaj aparat!”

Wyłażę, biorę aparat, focę, bum bum!

Z dołu tata się rozgląda.

„Tu jestem!”

I… tańczę, ludzie się patrzą.

Lecę na koniec dachów.

„Pan by się chociaż przedstawił” żartuje jakiś damski głos.

Oglądam się.

„Ooo, cześć, Kamil!”

Twarz skądś znana.

„O, a ja Kamila, miło poznać!”

Gadka szmatka.

„Mogę skorzystać z parapetu?”

„Proszę bardzo!”

Sympatycznej Kamili pragnę w tym momencie podziękować, mam nadzieję, że się spotkamy jeszcze kiedyś :)

Zszedłem z dachów, zatrzasnąłem drzwi klatki, spotkałem panią profesor z gimnazjum.

Przebiegliśmy się jeszcze wokoło miejsca.

I załoga Reutersa udała się na zasłużony spoczynek…

Osiemnaste urodziny na pewno zapamiętam nieźle.

Czy to znaczy, że nie dostanę dowodu?

(więcej fot na http://www.studio-tbu.com/galeria_pozarurzedu/index.html)

(Wyspa)

  • Facebook
  • Blip
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • RSS

    Ten wpis ma 3 komentarze/y

  1. 24 wrz 07 - 20:46 - #

    Ciekawa historia nie ma co i to jeszcze kiedy wyprawiałeś urodziny :) Szkoda dachu ciekawe czemu sie zapalił, foty fajne a takie latanie ma swoje plusy :PPP Stajesz się jeszcze bardziej sławny ^^ (jakbyś już nie był :P) No i poznajesz ludzi

  2. 24 wrz 07 - 21:32 - #

    No, jak odtańczyłem taniec zwycięzcy na dachu to się ludzie krzywo gapili ;) :D

  3. 26 wrz 07 - 17:24 - #

    Ciekawy reportaż.:P
    niestetyyy mnie tam nie było. też bym pofociła.;/

    właśnie, ups, nie będzie dowodu:P

Dodaj komentarz